Urodziłaś się po to, by uczyć i kreować, powiedział mi dawno temu mój bardzo mądry ojciec. Jako dziecko wojny marzyłam o tym by wrócić do szkoły i uczyć naszej mowy, której tak nienawidzili okupanci. Postanowiłam w ciężkich czasach skończyć Liceum Pedagogiczne i uczyć na wsi. Kochałam wieś! Dzieci wiejskie były jak niezapominajki, które patrzyły prosto w oczy rządne wszystkiego, bo tak mało miały. Udało się. Pracowałam dziesięć lat tworząc z niczego kostiumy i scenerię, a efekt zachwycał wszystkich. Ostatnie trzy lata poświęciłam dzieciom w Domu Dziecka. Tam było pole do popisu. Byłam z nimi przez dwadzieścia cztery godziny.
Zapytacie skąd ja tu w Slough? Rok 1962. Zapatrzona w falujące niwy mojej rodzinnej wioski (przyjechałam odwiedzić rodziców) snułam plany. Niespodziewane - "powróżyć", nadchodzącej cyganki powróciło moje myśli na ziemię. Zmuszona natarczywością zgodziłam się. "Wyjedziesz za morza, daleko........ Tam znajdziesz nowe miejsce zamieszkania. Łatwo ci nie będzie, ale przetrwasz! "
Zapomniałam o tym objęta znów obowiązkami przygotowania przedstawienia z okazji Dnia Dziecka, któremu oddawałam całą moją energię. Przypomniałam sobie słowa cyganki, gdy listonosz wręczył mi list, na którym widniały znaczki z koroną władczyni Wielkiej Brytanii. Pojechałam więc na zaproszenie mojego stryjostwa z Londynu. Przez znajomych poznałam społecznika męża w Slough i tu osiadłam. Polonia tutejsza ogarnęła mnie przyjaznym ramieniem i szczęśliwie przeminęło lat czterdzieści.
Pierwsze Spotkanie z Polską Szkołą
Z polską szkołą spotkałam się na akademii 3-go maja. Urzekło mnie przedstawienie "z biegiem Wisły" pod kierownictwem pani Irzyńskiej. Piękna dekoracja wyczarowana ręką p. Józefa Kazimierczaka, był mostek, malwy słoneczniki.......... Coś się znów przebudziło. Muszę działać. Snułam plany..... Lecz, musiałam poczekać, przejść przez kwarantannę, przecież przyjechałam z Polski komunistycznej.
A gdyby, a może......? Moim egzaminem co potrafię było Milenium 1966 r. Pamiętam przygotowania, dekoracje, szycie strojˇw, kucie zbroi, uczenie ról. Ci co występowali, są teraz ludźmi w średnim wieku, a z organizatorów garsteczką żyjących na tej ziemi.
| Pani Jadwiga Haury |
![]() |
25 lecie Polskiej Szkoły
Już jako nauczycielka polskiej szkoły zabrałam się do przygotowania 25-lecia Polskiej Szkoły 1977r. Kierowniczką była wtedy pani Danuta Wojciechowicz. Wystawiliśmy bajkę o królu, królowej, królewnie, całym dworze, paziach, wesołkach i nauczycielce, która szukała Krakowa. Chciała pokazać dzieciom piękne przedstawienie o wielkich cnotach i patriotyźmie. Próby trwały gorączkowe. Entuzjazm ogarniał dzieci i nauczycieli. Pani kierowniczka przypominała o dykcji. Sprawdzała konsekwentnie.
Kiedy już dzień obchodów był tuż, gromadziły się nowe problemy. Wypożyczona sala w Fulcrum, wysoka scena, co z dekoracją? Szczęśliwie tym zajął się mój mąż Mieczysław. Szatnie malutkie rozrzucone wszędzie. Dzieci i młodzież szkolna z torbami pełnymi kostiumów wpadała gdzie kto mógł, by zdążyć na czas. Nerwy - czy aby się nie pogubią? Przebrałam się sama i czekając - oniemiałam. Wybiegają zewsząd wystrojeni, roześmiani. JESTEŚMY! "Moje" wtedy zuchy w kostiumach wesołków pobrzękując dzwoneczkami przy rogatych czapkach krzyczą CZUJ! Byłam szczęśliwa. Wyglądali świetnie. Szyłam sama kostiumy. Przeszliśmy przez salę korowodem barwnym i dostojnym jak przystało na dwór królewski. Brawom nie było końca. Ja osobiście nic nie widziałam. Słyszałam tylko owacje! Przedstawienie udało się! Zasługa czyja? Dzieci i młodzieży - oni chcieli! Rodzice pomagali i też chcieli! Naszym zadaniem było nauczyć, pokierować, zarazić treścią, wzbudzić ambicje. Na szczególną uwagę zasługiwały małe wtedy dziewczynki, Lidia Wilk, Ewa Maciejewska, Kalinowskie, pod kierownictwem pani Krystyny Jankiewicz, obecnie Kulej, w obrazku ludowym.
![]() |
Akademia
25-lecia Polskiej Szkoły, sala Fulcrum, 1977. Deklamuje Ela Skroś. Na
scenie chór polski im. Stanisława Moniuszki i maskotka polskiej szkoły
nasz misio 'Pan Sienkiewicz'. |
40 lecie Polskiej Szkoły
Później było podobnie, ale łatwiej. Mieliśmy swój klub - Stowarzyszenia, a jeszcze później Parafię z Kościołem. Następnym wielkim osiągnięciem polskiej szkoły to przedstawienie "Bazyliszek." Opracowałyśmy z panią Mają Różycką. To było coś! Uszyłam część strojów, drugą Maja wypożyczyła z teatru "Syrenka." Po udanej premierze u nas, pani Elżbieta Wojciechowicz, kierowniczka szkoły zareklamowała nas w POSK'u w Londynie.
Pojechaliśmy. Znów teren rozległy i dzieciom obcy. Zaczęło się penetrowanie. Schody, windy, zakamarki. My zajęłyśmy się sceną, dekoracją, rozmieszczeniem. Na próbę nie ma czasu. Ale czas nagli, trzeba dzieci zebrać i przygotować do występu. Więc w imię Boże zaczynamy. Wszyscy na posterunkach. Dzieciaki potrafią być kochane. Stoją czekają gotowe. Wtedy panna Lidia Wilk z gitarą prowadzi korowód z piosenką "Jadą wozy kolorowe." Dziewczynki tańczą na zaimprowizowanej scence. Miejsca mało, ale poradziły sobie. Dostają brawa! Przekupki zachwalają towary i kwiaty, mieszczanie spisują się świetnie. Wóz cygański trzyma się, chociaż koła chybocą oj! oj! Aleks Wojciechowicz recytuje z przejęciem, "babka sowa" - Renata Wawruch oklaskiwana rzęsiście za ładną polską mowę, a rodzeństwo Biba i Iguś Baumgart zachwycają grą i śpiewaną piosenką. Wszystkich nie można wymienić, ale oklaski są dla nich. Widownia nie chce nas wypuścić. Lecą okrzyki "brawo Slough, brawo Slough!" Jesteśmy szczęśliwi. Pani kierowniczka otrzymuje kwiaty i podziękowanie, nam serdecznie gratuluje. Wspaniałe dzieciaki. Jest z kim pracować i dla kogo też. Mój ojciec miał rację - przemknęła myśl przez moją głowę. Urodziłam się po to by pracować z dziećmi. Szkoda, że nie znał też Maji Różyckiej.
![]() |
| Pani Kierowniczka Elżbieta Wojciechowicz dziękuje Pani Haury za 25 lat pracy nauczycielskiej, 2000 r. |
Szkoła jest po to, by uczyć języka i innych przedmiotów, ale bardzo ważną sprawą jest posługiwanie się językiem w życiu. Występy na scenie to język poezji i pięknej prozy. Przemówić do ludzi jest sztuką . Z języka trzeba wydobyć to co w nim tkwi: melodię słowa, ton i to co nazywa się dykcją. Będziemy uprzejmi dla słowa pięknego i poprawnego. Uczmy się mówić. Występy dzieci na scenie to droga do łatwego mówienia i świadectwo o nas, to szkoła odwagi i szkoła porozumienia. To nie obciążenie dziecka dodatkowym balastrem. To coś na całe życie. To spotkanie z życiem.
Młody człowiek, który staje na scenie jest rzucony w wir emocji takich jak strach, obawa, podekcytowanie. Choć jest to trudne - zagrać coś na scenie, aktorstwo pozwala przełamać wewnętrzne bariery, powiedziałabym, że wyzwala człowieka z poczucia niewiary w siebie, jest też moment kiedy czujemy się wolni. Skoro życie przypomina teatr, z nim także radzimy sobie lepiej mając doświadczenie aktorskie. Każdy z nas przeżył chwile kiedy czuł, że chłonie życie, czuje je każdym swoim zmysłem - zupełnie jak na scenie. Jak więc mogłabym nie kochać polskiej szkoły, kiedy dała mi tyle radości, wspaniałych niezapomnianych chwil. Tak jak kocham życie, scena podobnie była i jest dla mnie wielkim wyzwaniem czego chciałam nauczyć dzieci. Miałeś tato rację - po to tu właśnie pokierował mnie los. Będziemy więc przyjaciółmi sceny i słowa mówionego. Przetrwaliśmy lat 50 ! Brawo Polska Szkoła! Kierować nie jest łatwo, więc dla kierowniczek podziękowania, a dla obecnej:
Niech nam żyje
i kieruje długie lata
I z obecnie
uczącymi wieniec splata.
Wieniec
ułożony z polskiej mowy z polskich dzieci,
Co jak gwiazda w społeczeństwie naszym świeci.
Macierz szkolna dając swe staranie
Dziś niech otrzyma godne dziękowanie.
A dzieci? Są zawsze dziećmi swych rodziców,
Ci są zaś pokoleniem od dawnych kmiciców.
Bronią honoru rodzin, są więc Polakami
A Polacy są siłą, gdy swymi stadami
Trzymają się razem, to dobrze - kochani,
Bo zgoda to siła, to bliźni nie rani.
A gdy razem to z polską mową piękną i czystą,
Naszą jedną jedyną, poprawną, ojczystą!
Wszystkim dzieciom życzę przełamania
I ślicznego polskiego na codzień "gadania"
Na scenie zaś sukcesów z dykcją i ochotą,
Bo utrzymanie mowy jest prawdziwą cnotą.
Z życzeniami, była nauczycielka
Jadwiga Haury
